2008-03-04 14:09:51
krzyk

Nie wiem jak zacząć… to co jest we mnie jest straszliwie smutne, to co moje palce chcą wyciągnąć na światło dzienne… nie mogę zebrać myśli, żyję tak, aby żyć, nie wyciągam z dni nic ponad poziom. Od dłuższego czasu siedzi coś we mnie, coś co każdego dnia, każdej chwili się powiększa i mnie wyniszcza doszczętnie. Coś co jest przyczyną mojego niezdecydowania, mojego chwiejnego nastroju, coś co mi wadzi.. Nie potrafię tego określić w żaden sposób. Czuję się samotna.. potrzebuję pomocy… Czuję się rozerwana i wyniszczona. Muszę wołać o pomoc, wyjść na ulicę i krzyczeć ile sił w płucach… ale ja przecież nie potrafię krzyczeć? Filary mojego życia zostały wyniszczone, uginam się, bo nic mnie nie podpiera. Gdzie jest ta cała pieprzona rodzina, która dała mi tak wiele pięknych chwil, która pozwalala mi patrzeć przez różowe okulary. Dzięki, której chciało się wstawać rano i przeżyć dzień najpiękniej jak się tylko da. Gdzie po drodze zgubiłam te wszystkie wartości, które mną kiedyś kierowały? Nawet fotografie nad biurkiem są pełne kurzu i straciły jakoś ten dawny blask. Pogodzić da się ze wszystkim, ale to wciąż boli. Dlaczego, do cholery nikt nigdy nie zapyta się: „Maga czy u Ciebie wszystko w porządku?”. Kurwa. To chyba już z przyzwyczajenia.. Gdzie podziała się Maga zawsze uśmiechnięta.. nie tylko na zewnątrz, przede wszystkim wewnątrz, ta której uśmiech był pomocą dla innych. Zmieniłam się. Przeżywam to. Dlaczego ludzie czują się tak często samotni? Skoro jest nas tak wiele. Rzadko kiedy, ktoś mówi: potrzebuję Cię. Ludzie przez to cierpią.. i starsi i młodsi. ‘Potrzebuję Cię’ wg mnie jest w tych czasach słowem mającym większą wartość od ‘kocham’. Przede wszystkim pracować nad sobą. Każdy powinien pracować nad sobą w pierwszej kolejności. Następnym krokiem może być dopiero współpraca przy doskonaleniu drugiego człowieka, jeżeli na to zezwoli oczywiście. My, ludzie rzadko dajemy przyzwolenie. Szkoda, że tak rzadko zastanawiamy się nad sensem, nad głębszym znaczeniem słowa życie, nad tym kto jest dla nas ważny i bez kogo nie potrafimy żyć. Nie przyznajemy się do błędów. Nauczymy się tego czym prędzej, Spójrzmy głębiej, Zauważajmy wołanie o pomoc innych, bądźmy obok, nawet wtedy kiedy nie proszą. Dbajmy i doskonalmy nasze życie, tylko jedno…Obudźmy się.  Emocje opadły, teraz czas na odrobinę melancholii… Pisanie jest potrzebne. 2007-12-30 00:57:44
gdzie?

Akustyczna wersja under my umrella, jakiegos zespołu alternatywnego z Florydy pieści moje uszy. Za kilka dni koniec roku 2007. Ten rok mogłabym nazwać rokiem wiekich niespodzianek i częstego podróżowania. Najpierw Jelenia Góra i warsztaty filmowe, cudowni Niemcy.. później Poznań, spotkanie po latach, Stany Zjednoczone i spełnienie jednego z moich największych marzeń, Kraków, kilka piękychdni, Warszawa i zwiedzanie stolicy, Zakopane - zimowa stolica Polski... Klinowy związek za mną, zakochanie w Kimś innym. Skończyłam 18ście lat... pierwsza praca za mną, rozwiązanie grupy najbliższych mi osób, z którym nie potrafię sobie poradzić do dziś i wciąż mam w sobie nadzieję. Przez cały rok przewinęło się obok mnie tak wiele intersujących postaci, wnoszących dużo do mojego dotychczasowego życia. Z pewnością mijający rok zaliczam do jednego z najlepszych lat, które przeżyłam. Tak wiele spełnionych marzeń. Klasa maturalna... rozwiązanie w nadchodzącym roku, rozstrzygnie się moja przyszłość. Przyszłość tak bardzo upragniona. Proszę tak bardzo o siłę i wytwałość Kogoś Wyższego, na zrealizowanie do końca tego co mam obrane za cel. O kolejny piękny rok spędzony u boku najbliższych, którzy się zjednoczą... O chęć utrzymania kontaktu z tymi, którzy są tak daleko, a miejsce w moim sercu i umyśle zawsze dla nich będzie. Proszę. 2007-05-19 23:54:53
18stkowo

Wspaniale 18stkowe urodziny. W moim Ciezkowickim raju, z moimi przyjaciolmi, z ogniskiem, radyjkiem, redds'em sun i cala reszta. Te dwa dni były niesamowicie śmieszne. Zaczęło się już od samego początku, kiedy to ja i Isaurita z lenistwa wsiadłysmy w autobus, który w szczytowych godzinach poruszał się z prędkością żółwia lądowego i nietstey spóźniłyśmy się na busa o całą 1 minutę. Nie ma to jak punktualność. Podróż busem, który był dopiero koło 17 była również przygodna. Staliśmy tak bardzo ściśnieci, że momentami nie czułam pod stopami gruntu, ale :"Nie ma bata Panie my na imprezę jedziemy musimy być wszyscy". Ale dotarliśmy.. Isaurita kochana pragnąc wejść mi na barana, bez zastanowienia tak też poczyniła. Niestety wyślizgnęła mi się i zrobiła takiego Flippera, że dostałam palpitacji serca. Wyglądało jakby jej wypadł kręgosłup. Na szczęśćie tylko sie poturbowała. Wszyscy się przerazili :p"Było już śmiesznie, teraz tragicznie, co dalej?". Później przyjechał tatuś z prowiantem, podowcipkował sobie z Bernardą przede wszystkim i pojechał. Tak jeszcze nie imprezowaliśmy.. cały czas tańczyliśmy, rzucaliśmy się po trawie, biegaliśmy. Dostałam teletubisia, płytę placebo i majtki "kocham cię" :PNajdłuzej wytrwali czterej wspaniali! Jednakże także poszliśmy później spać. Nie mogłam zasnąć... ale okrutnie udawałam, że śpię. Rano większość się zebrała i pojechała. Serka smyrała się z Susikiem, a my, jako reszta czekaliśmy cierpliwie na powrót do domu. Kiedy gołąbeczki przestały gruchać powoli zaczęliśmy się zbierać, a tu nagle... nie ma klucza. Przeszukaliśmy cały domek, szukaliśmy na trawie, w ognisku, za domkiem. Wszędzie.. i nicDzwonimy po wszystkich i nikt nie odbiera. Wreszcie po jakis 30 minutach Susik sie oddzywa , że ma klucz. Zygi ma przyjechać, klucza nie ma, więc... Isauritka zamyka drzwi od środka i chce skakać.. mało jej było Flipera. Na szczęście tego nei zrobiłam i nakazałam nakazać Marcinowi S. powrót do Heavy-wic z kluczem. To pełni radości mieliśmy czekać 20 minut na tegoż osobnika. Po 10 minuach dzwoni Zygi:"Karolinko ja będeę za jakąś godzinkę.... tak, tak mam klucz.. proszę nei zamykaj drzwi" PA-RO-DIA... Pan M. przyjechał po 30 minutach dopiero z kluczem, już właściwie nie potrzebnym, nie chciał nas wziąść do samochodu. Pełni zdnerwowania wyrusziliśmy na rynek z nadzieją na najbliższego busa.. Niestety najbliższym busem był bus o godzinie 17.00, więc przez 2h30min czekaliśmy na pojazd. Isaura z nadzieją wypatrywała jakiegokolwiek busa myśląc, że to będzie ten jadący do Tarnowa.. leżeliśmy na chodniku śpiewająć "Oddam duszę, oddam nawet ciało, do Tarnowa dostać się muszę..." itd. klaskaliśmy czytaliśmy książke zjedliśmy loda, ja porozmawiałam przez telefon.. Wspaniała 18stka. Nie ptorafię przekazać tego co miało tam miejsce pisząc. Jestem cholernie zmęczona, ale to chyba dobrze świadczy o całej zabawie.
Za tydzień znów zobaczymy się z Olą:) jak dobrze... 2007-05-09 21:36:22
weekend majowy:)

Wreszcie skończyłam wypracowanie. Zostały mi już tylko 23 dni w Polsce, a ostatnio jeszcze bardziej nie chce się wyjeżdżać, "Pan Tadeusz" zabrał mi więcej czasu niż się spodziewałam, a miałam ochotę napisać tu coś ciekawego. Muszę unikać jednak konfliktów w domu i gasić światło bijące od monitora. Brakuje mi prywatności. Pragnę studiować w Krakowie, dlatego też od września postanawiam notoryczną naukę przedmiotów maturalnych! Będę fotografować i pasuje zdać na prawko, no i może jeszcze.. Konkurs wiedzy o UJ? Często tu piszę o rzeczach, które sobie postanawiam. W końcu muszę je zapamiętać, bo posiadam pamięć krótkotrwałą. Podobnie jak w "Memento". Jeszcze może jakiś film zrobić? Zobaczymy.. na razie muszę posegregować wszystkie foldery na dysku, nagrać płyty i obejrzeć przed wyjazdem kilka filmów.
Pomiędzy ostatnim wpisem, a tym który tworzę, byłam na najlepszej dotychczas 18stce w Hubenicach. Bawiłam się świetnie i poznałam przesympatyczną osobę o pięknych niebieskich oczach. Podczas długiej rozmowy dowiedziałam się o niej wielu rzeczy i zauważyłam, że dużo nas łączy. Kolejna impreza pt. "Pełnia" skończyła się ogromnym siniakiem na mojej lewej łydce, choć nie tylko. Mówiłam, żeby nie iść na spacer, bo siły wszystkim opadną. Mam wrażenie, że jestem straszliwie wyczulona pod względem zabawy na imprezach i upierdliwa, kiedy wciąż zaciągam wszystkich do tańca. Jednak bądź, co bądź było b. fajnie]:-> diabelsko wręcz. A mój poranny sen ho ho.. Rodzina żydowska, trombek, namiętny pocałunek, gryzący mnie piesek. A sen dzisiejszy.. Pilnowanie grobu Jezusa w kościele, jako przebrana za papieża. Zwłoki odnalezione przeze mnie w parku, homoseksualny romans.. matko co się dzieje?!
Byłam w Poznaniu, wreszcie po 4 latach mogłam się spotkać z przyjaciółka. To straszne, prawda? Moja 8godzinna samotna podróż pociągiem byłą udana. Potrzebowałam takiego wyciszenia. Wszystko byłoby dobrze, gdybym nie weszła jakiejś kobiecie do toalety. Bardzo mnie to zawstydziło! Zatrzymanie się pociągu na stacji „Poznań Główny” było wielkim przeżyciem, jednak po paru chwilach wszelki bariery zostały złamane i już tylko cieszyłam się, że przyjechałam. Huśtawki były świetne i ta Cytadela.. Ach, szkoda, że nie mamy takiego parku w Tarnowie. Najlepsza była jednakże Magda, która wysiadła na stacji Poznań Franowo, 15 km od centrum. Ja umarłam ze śmiechu, a Ola trzymała swoje stalowe nerwy. Twarda jest. Było wspaniale, ale zbyt krótko. Nauczyłam się, aby nigdy nie jeść kebabów na tamtejszym Starym Mieście. To było przeżycie. Cudna Aleksandra ze ślicznymi niebieskimi głęboko osadzonymi oczyma utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest przytulaśna. Cieszę się, że udała nam się podróż. A droga powrotna? No cóż… skarpetki niemiłosiernie śmierdzące. Spałyśmy przyjemnie z Magda, a po przebudzeniu, długie rozmowy i biedne panie w przedziale, które przez nas miały styczność z tematami, o których zapewne słyszały tylko z mediów. Podsumowanie długiego weekendu? Pomimo złej pogody to był pełen przygód i dobrej zabawy. Aha.. i zebraliśmy ponad 12 tys. na przeszczep Maćka.. Miejmy nadzieje, że te pieniądze się przydadzą…
2007-04-09 01:27:01
FF

Wszystko już pewne od jakiegoś czasu. Zatwierdzone i przygotowane. 31 maj - kończę 18 lat w samolocie lecącym do Chicago. Wreszcie powiedziałabym jeszcze jakiś czas temu. Teraz wciąż się cieszę, jednak ta radość połączona jest z żalem. Prawie jeden kwartał bez rodziny Ciufciów, bez Ciężkowic i tamtego nieba, ognisk, tańców i ZET DANCE, bez ich uśmiechu i porannego odoru z jamy ustnej. Już wiem w tym momencie, że moja tęsknota będzie ogromna i z każdym dniem będzie się nasilać. Dotychczas nigdy w swoim życiu nie opuszczałam najbliższych na taki okres czasu. Może jednkak nadszedł czas próby? Próby przed dorosłością? Przecież niedługo będzie czas wyjazdu na studia, ciągłego mieszkania poza domem, odpowiedzialności. Z drugiej strony przecież zobaczę się z moimi jednymi z najukochańszych osób - Nienia, Ada. Po tylu latach znów będę mogła patrzeć prosto w oczy, porozmawiać w końcu bez słuchawki telefonicznej. Nadrobić z Nienią tą dziewięcioletnią przerwę.
Coś za coś nie można naraz mieć wszystkiego. Trzeba umieć dzielić swój czas. Zobaczymy jak to wytrzymam.
Nadeszły święta. Nie przepadam za świętami w swoim domu. Zamiast wspólnych dyskusji, czerpania radości z tego, że jesteśmy wszyscy razem najczęściej pojawiają się kłótnie. Niezbyt przyjemne. Żal mi mamy najbardziej. Dzisiaj widziałam jak się naprawde stara, przygotowuje wszystko, chce żeby było jak najlepiej. A tu.. albo nikt nie złapie się tego, a jak już się poczęstuje, skorzysta, to jednemu coś odwala i wykrzykuje nieprzyjemne epitety.
Ciekawe czy zauważy jutro napis na czajniku który wypisałam wykałaczką "Kochamy mame!". Może się ucieszy.
Podczas przerwy świątecznej tak dziwnie mój umysł został zaprzątnięty dawnymi sprawami, tak to nazwijmy. I nie wiem czy taki wpływ mają tylko dopowiedzenia i fantazje czy też może coś głębszego. Chyba nie ma sensu tego podsycać i uspokoić emocje. Znikam;) 2007-02-24 23:13:15
knik knak

Dopiero co rozpoczęty nowy rok mknie do przodu pełną parą. Zima znów dała o sobie przypomnieć. Właśnie teraz, kiedy przyszła pora na początek wiosny. Już nawet przebisniegi zaczęły się przebijać przez zziębnięta glebę. Za dni kilka 18 lat kończy osoba, z którą przyjaźnię się od zawsze. Bardzo mnie to cieszy. Prudencja wróciła do rodziny. Dobrze, że zaproponowałyśmy jej dzisiejszego dnia wspólny wypad do Forum, gdzie zostawiłam sukienkę, po która musiałam się wracać. Chyba jeszcze nigdy tak szybko z pod skrzyżowania nie doszłam na rynek. Poniekąd szkoda tylko, że musiałam w tym biegu minąć Jego. Nie wdyawało mi się, że w taki emocjonalny sposób mogę wciąż reagować na jego osobę. Niepokoi mnie to coraz bardziej. Bywają chwile kiedy to nawet do głowy mi nie przyjdzie, że mogę o nim pomyśleć. Po czym nadchodzą takie, że nawet nie jestem w stanie pomyśleć, że mogłabym o nim kiedykolwiek zapomnieć. Nie powinnam tego tak zostawiać, ale przecież co mam czynić? Nie moge zrobić z tego zbyt wielkiej afery, choć w takiej sytuacji czuję sie nie fair wobec innych. Czas.. tak czas to wsszystko wyjaśni.
Wciąż oczekuję na ten koszmarny papier, który zezwoli mi na spotkanie się z moją rodziną! 2007-02-13 11:05:17
Jelenia Góra 2007.

Jest rano...:) rano nigdy nie mam takiego natchnienia, jak podczas większości wieczorów. Słucham ścieżki dźwiękowej do filmu "Requiem for a dream" i wspominam coś czego nigdy wcześniej nie przeżyłam. Szcześcio-dniowe warsztaty Jeleniogórskie były czymś czego nie zaponmnę do końca mojego życia. Nie potrafię opisać tego wszystkie co tam miało miejsce. Scenariusz, zdjęcia do filmu, montaż. Alien psychol, Beny, Marcin bez sczoteczki, Piotr z Kasią, Karolinki, Andi&Edi, Iza z koleżankami, Lidka i inni. Gumy orbit wiśniowe od chłopców, onken pabonken, bauntzen power!, sztak maga, alles rakiete? knik knak misis loift! fajna dupa, rura, laska, przejebane i zajebongo! Integracja z niemcami sie udała bardzo. Znani reżyserzy i przstojny Christian. Oczywiście nie mogę pominąc Gofra, który był naszym wiernym towarzyszem. Niebo nr 12 do którego podążali chłopcy bo byli aniołami i ja kondom Endi tampon i Edi podpaska, Serka paris i zimna dupa Karolka duszek z butelki i Endi Pendi. Płakałam okrutnie podczas pożegnania, sama nie wiem dlaczego, kiedy ja tych ludzi właściwie nie znam. Tęskniłam za wszystkim, za spacerami, za Arkadia, za wieczornym przesiadywaniem w pokojach, za "sweety sweety" za wszystkimi uśmiechami i całym pobytem tam. Jelenia Góra jest preślicznym miasteczkiem. Mam nadzieję, żę wrócimy tam za rok i spotkamy się ze wszystkimi, abyśmy mogli być ze soba znów 6 dni...:) Było pięknie. Kwiat wisi na klamce okna, a czekoladki leżą na meblach i czekają na zjedzenie... 2007-01-25 23:49:18
:))))

Jestem szczęśliwa.... Tak:) Nic nie robię, jestem leniem i powinnam się wziąść za siebie. Ale ja jestem szczęśliwa i narazie korzystam z ostatnich dni ferii... 2007-01-04 22:44:55
przewrót, powrót, przekręcone

Dobrze. Kolejny powrót po koszmarnie długiej przerwie. Dzisiaj przypomniałam sobie, że mam bloga. Starego jak świat, ale takiego który ma w sobie tyle moich tajemnic zapisanych, że chyba poradzi sobie z przyjęciem kolejnych. Ostatni raz pisalam w lipcu. Ostatniego dnia tego pięknego miesiąca. Nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie co się działo. W sierpniu byłyśmy ponownie w Ciężkowicach. Był i woodstock szaleński i tańce na festynie i disco w relaksie i przeogromnie hardcorowa impreza na Wale. Kosmiczny miesiąć. A najważniejsze jest chyba to, że nasza rodzina zżyła się ze sobą tak bardzo, że chyba nic nigdy nie będzie w stanie tego wszystkiego rozwalić. Z panem T. nie widziałam się przez całe 2 miesiące, ale od czasu do czasu pisaliśmy do siebie. Wrzesień bardzo niechciany powrót do szkoły, nie pamiętam nic z tego miesiąca szczególnego, delikatne przyzwyczajanie sie do nauki itd. Rozmawiałam z T. znów poczułam jego uśmiech na swojej twarzy. Październik - chyba rozpoczęliśmy swój projekt. Do dnia dzisiejszego (bardzo staramy się!) uczęszczać do Domu Dziecka. Było mnóstwo załatwiania wszystkiego, ale w końcu się udało. To bardzo mnie satysfakcjonuje. Nauka nabierała tempa. Uczęszczam na kursy fotografii cyfrowej i tradycyjnej. Cyfrowa dużo lepsza, sprzęt zakupię kiedyś na pewno. JEst super.listopad - bodajże drugiego dnia tego miesiąca pojawił się pierwszy śnieg. Jednak tego roku zima nie chce pozostać u nas na dobre. Nie wiem czy się ciszyć czy też nie, bo przecież może pojawić się w maju :O andrzejkowo - kurzasta impreza (po 20 baniach zgon) jak to na imprezę rodzinna przystało grudzień no to tak... tutaj był Vitae Valor. Tegoroczny był niesamowity. Czułam się naprawdę współtwórcą festiwalu! Pomagałam ile się tylko dało. Niezapomniane dni. Oczywiście święta spędzone u Hema z rodziną. Bardzo syte i leniwe. Na półrocze wyszłam w szkole całkiem całkiem. Dużo lepiej niż w zeszłym roku;) T. brak rozmów któregoś dnia listopada (chyba) postanowiłam wszystko wyznać. Dowiedziałam się, że nic z tego nie wyjdzie. Zdystansowałam się konkretnie. Sylwester - chyba trochę żałuję, że nie pozostałam w domu, impreza ta przewróciła moje życie do góry nogami... Styczeń Właśnie minął jego czwarty dzień (pierwsza 18stka - Kajteczka wszystkiego dobrego!) Znów czas na miłosne podboje... mam faceta! Tak, to P. nie wiem co napisać, bo nie mam specjalnych odczuć. Tak jestem okrutnie okropna. Nic nie poradzę, że ogromna część moich myśli i uczuć należy do tego drugiego. Mam ich obydwu w jednym budynku szkoły. Jeżeli sytuacja taak dalej będzie wyglądała to w przyszłym tygodniu będe zmuszona kupić sobie deprim. Ach te miłosne podboje;P Tyle ich jest już w tym miejscu opisanych i zapisanych. Tyle, ze tym razem sytuacja jest bardzo zawiła i gubię się sama w sobie. Wbrew pozorom nie mogę zrobić żądnego kroku w którąkolwiek stronę. A jeszcze te życzenia świąteczne T., jego "do Ciebie idę" i delikatne muśnięcie włosów o mój policzek. I muszelka pachnąca nim, którą otrzymałam od niego. Hipokrytka ze mnie. Rozpoczął się rok pełnoletności. Tyle na niego oczekiwałąm, a w tym momencie mam go głęboko w dupie. Mam cichą nadzieje jednak, że przyniesie coś ciekawego i ten koszmarny leń odczepi się w końcu ode mnie. Nie mam specjalnej ochoty na "rok wódki". Obiecuję częstsze pisanie... chyba teraz tego bardzo potrzebuję. 2006-07-31 22:45:57
miesiąc za.:)

Wakacje.. połowa już za mną. Większość czasu spędzonego w Ciężkowicach, tydzień w szpitalu. Ciężkowice jak już nie raz pisałam są jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemii. Niebo nocą jest tam takie jakie kocham. Nie ma pustego miejsca.. takiego bez gwiady. Widoczne są chyba wszystkie możliwe gwiazdozbiory, łącznie z drogą mleczną i co jakiś czas spada gwiazda przy której wypowiadam zawsze swoje marzenie. Tam nawet porządki są czymś cudownym. Wzajemnie sobie pomagając w różnych czynnościach, poznajemy również siebie. Można sie wyciszyć jak w żadnym innym miejscu, rozwinąć intelektualnie.. czytam tam mnóstwo książek. Czerpię radość z każdego uśmiechu, każdego muśniecia wiatru, każdej kropli deszczu i promienia słońca. Z każdej herbaty i kromki chleba. Ze wszystkiego. Zauważyłam też, że tam zawsze pojawia się choć jeden dzień, w którym ktoś chce być sam, odłączyć się od grupy i być całkiem sam ze sobą. To też jest piękne. Pięknie mieć takie miejsce na ziemi , gdzie się czuje błogo i jest się z najwspanialszymi ludźmi na ziemi. Poranna rosa i stąpanie po niej bosą stopą o 5 nad ranem to jest obcowanie z naturą. Wpatrywanie się w kształty chmur.. I nawet te wściekłe osy nie przeszkadzają w niczym. Nawet kiedy w ostatnich dniach pochorowałam się to kopanie rowków z Rowkiem było czymś pięknym.. To nic że wylądowałam w szpitalu. W tym też był jakiś cel. Dziękuję, że mnie odwiedzali najbliżsi. Tam też myślałam wiele nad sobą i wszystkim, pogłębiałam się i poznawałam. Potrafiłam rozmawiać ze starszymi i w niektórych prostych czynnościach im pomagałam. Dwie osoby przeczytały Alchemika.. tą wspaniałą książkę i uszczęśliwiły mnie słowa, że jestem dobrym człowiekiem i czuć to na odległość. To mnie uszczęśliwiło. Ten pobyt też się na coś przydał. Teraz po trzech dniach uzupełniam swoją energię, choć będąc na diecie jestem silniejsza duchowo i pogłebiłam swoją głębię. Jutro wracam znów do tych Gwiazd. I wciąż jestem szczęśliwa.
Nie mogę jednak chyba uszczęśliwić pewnej osoby.. Nienawidze takich sytuacji i błędnego koła... jak to on poweidział: "Głupio tak kiedy sie kogoś pokocha, a ta osoba kocha kogoś innego i ten inny kocha jeszcze innego.." faktycznie głupio.. Źle się z tym czuję, ale czas pokaże...
Do napisania po powrocie z Heavy - Wic i Krakowa gdzie odwiedzimy Zoo i pójdziemy do kina i będzie wciąż fajnie.. :))) 2006-07-08 16:06:31
Grill Ninciany;D

Było pięknie cudownie, oczywiście nasze pinkusiowe show się udało. W końcu mogłyśmy sobie fajnie razem posiedzieć, porozmawiać, pośmiać się... I tęskniłam za tym, tak bardzo najmocniej i najnormalniej w świecie tęskniłam za tym i z moimi dziewczętami. Jadłyśmy kiełbaskę i niektóre karkóweczkę. Serafin jeździł na rowerze babci, a ja jestem Barbi, a ona Bojfrendem :P i jak kładłyśmy się spać, gdy świtało Edzie straszyłyśmy kotem;P i nas biła!:P i teksty :

M: Ty debilu co tam dotykasz to drewna tym kijkiem co ruszasz karkowe

G: a my tu tak siedzimy i te jabłka trzymamy (tryzmajac oliwki w reku)

S; a co to sa za oliwki?
G: zielone i czarne

N: a to Biały wychodiz z pierwszego?
M: no co Ty.. BIały przeciez siedzi w białym

S; a po co z tego węża leci woda?
M: po to żeby roślinki mogły oddychać

S: no dorzuć drewna do tego okienka(majac na mysli kominek)

E: chcialabym zeby teraz prąd wysiadl
S; ejj nie, bo nie spuszcze wody

Rozmowa o naszym 4-godzinnym pobycie na dworcu oczekiwaniu na pociąg:

M: A ten rosół to smakował jak zuuuuupa ...
G; Yyy zupa? Miałaś może na myśli wodę?

Pięknie było...
a jutro jadę w końcu do gwiazd.. do Ciężkowic pięknych, ale nieco w innym składzie.. matka Bernarda chyba porzuciła swe dzieci, przynajmniej wszystko na to wskazuje. Ale za tydzień dojadą:) Będzie pięknie;D 2006-06-27 23:40:02
3

Trójka... Moja ulubiona cyfra... Trzech mężczyzn... Trzech Tomków.. Jeden jest moim przyjacielem. I kocha go moja koleżanka. Drugi chyba często myśli o mnie, a trzeci to ten o którym ja nie potrafię nie myśleć. Błędne koło składające się z 5 osób? I czy to koło jest szczęśliwe.. czy któreś z tych 5 osób się odnalazło? Czy ktoreś z nich dotknie swoje dłonie... Dlaczego wszystko jest takie skomplikowane?! 2006-06-24 23:08:34
"Gdybyś miał,a nie miewał czas i chęć i gest... byłabym na wyłączność, a nie ogólnie dostępna"

Dziś noc świetojańska. Noc podczas której [niby] spełniają się wszystkie marzenia miłosne, czas podczas którego ludzie łączą się w pary. A to ja mam takie marzenie jedno... Ciągle myślę o pewnym średnio wysokim niebieskookim szatynie, z zaczesanymi włosami... delikatnie nieśmiałym i tajemniczym... mężczyźnie, który ma przepiękny uśmiech, którym zaraża i tak głeboko potrafiącym patrzeć prosto w oczy.

Dopiero pierwszy dzień wakacji, a ja już odczuwam tęsknotę za tym właśnie uśmiechem... Chciałabym tak bardzo móc spędzić z Tobą nawet kilka minut. Co się we mnie wytworzyło przez ten ponad miesiąc. Przecież to tak krótko!! Nie powinnam się tak angażować w coś czego przecież w ogóle nie ma... ale jak to zrobić, kiedy widząc truskawki widzę Jego twarz? A truskawki są teraz wszędzie... 2006-06-09 23:24:23
..

Zazdrosna jestem o ciebie.. choć nie powinnam, nie jesteś mój... do mnie należeć może jedynie ten uśmiech którym mnie obdarzasz.. do mnie może należeć ten sygnał i twoje spojrzenie. Co się dzieje? Nie mogę się skupić, ciągle jesteś w mojej głowie bez chwili wytchnienia... zadomowiłeś się na dobre? 2006-05-31 00:39:45
uuups to już 17?

Skończyłam 17 lat ! Kurcze.. ile sie pozmieniało w ciągu tych 17 lat... kurcze! Ile sie pozmieniało w ciągu ostatniego roku... Kurcze, jak ten czas cholernie biegnie do przodu. Podobno w dzień urodzin, marzenie podczas zdmuchnięcia świeczek się spełnia. To ja tam bez ich zdmuchiwania w tym roku poproszę o spełnienie takiego jednego marzenia... tak bym chciała troszeczkę ciebie.. to takie malutkie malutkie. A inne marzenia sie spełnią bez zapomogu magii "świeczek". Bo jaka inna magia dzisiejszego dnia? Ot taki sobie dzień, jak codzień i noc jak każda inna.. I wsłuchuję się w nową płytę Comy.. pełna tajemniczości jak i każda poprzednia piosenka. Jednak płyta różni się od poprzedniej :) A teraz idę się przespać, żeby mieć moc na jutro , by spędzić dzień najnormalniej.. i prosze o marzenie..:)

Nocy, moja wierna kochanko, ilekroć odchodzisz, wiem że powrócisz...

Fuck you
Fuck off
Fuck that shit
Fuck it's all
Fuck this world
:: Zagubione dusze

:: O mnie



Kim jestem? Hm.. banalne?
Myślę, że wręcz
przeciwnie-dość trudne
Nie wiem.. wiele nocy
spedzilam nad zastanowieniem
sie.. Jestem
czlowiekiem - to na pewno,
przynajmniej na
to wychodzi zewnetrznie..
Tutaj jestem po prostu
stworem z internetu
i niech tak pozostanie.
Ci, ktorzy znaja mnie
osobiscie, niech nie lacza
swiata wirtualnego z realnym,
bo to dwa rozne krance.
Tam zyje dla bliskich,
tych ktorzy sa i tych ktorzy
kiedys byli... a tutaj
jestem dla siebie samej,
tu zastanawiam sie nad soba,
swoim istnieniem,
swoimi porazkami i
zwyciestwami.. Jaka jestem?
Obserwuję ludzi i świat,
ale często nie widzę
odpowiedzi na zadane pytania...
Zachowuję dla siebie każdą chwilę
złą i dobrą...
Droga nietolerancji
to nie dla mnie...
Radość
to co budzi we mnie życie...
Aprobuję szczerość
dajcie jej szansę
Widzę realia,
choć często marzę...
Idę pod prąd
bo jestem indywidualistką
Akceptuję świat
takim jakim jest,
choć warto go zmieniać
Mówię o sobie,
ponieważ mało istnieje takich ludzi...

a reszta?
Nie mnie już to oceniac..
Jak to powiedział kiedyś
Stanislaw Lec "Czlowiek
we wlasnym zyciu gra
zaledwie maly epizod".
Nic dodać, nic ująć...

:: Archiwum
2008
marzec
2007
grudzień
maj
kwiecień
luty
styczeń
2006
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2005
grudzień
listopad
październik
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik


:: Design by Fly for Linkup (c)